Adres: 05-504 Henryków Urocze, ul. Wschodnia 8 E-mail: lider3000@poczta.onet.pl Tel/kom: 502 895 882

Szukaj
Wprowadź słowa:
środa, 11 grudzień 2019
Start arrow Artykuły wstępne arrow Rok wydania 2010 (artykuły wstępne) arrow Lider 3/2010
Lider 3/2010 Drukuj E-mail

Drodzy czytelnicy

Zupełnie nie podniecają mnie mecze piłkarskie, bo i trudno w nich doszukać się czegoś co ma związek z kulturą fizyczną. Z wielką zaś przyjemnością i pewną fascynacją oglądam lekkoatletyczne biegi długie i narciarstwo biegowe, uświadamiając sobie, że zachodzi tu efekt inżyniera Mamonia z filmu Rejs, który powiedział "lubię piosenki które znam". Moje ponadprzeciętne ulubienie tych dwu dyscyplin sportowych bierze się właśnie stąd, że obie te dyscypliny znam od wewnątrz, nie tylko jako kibic, ale jako ich aktywny uczestnik. Co ciekawe, czynne uprawianie tych dyscyplin zacząłem bardzo późno, trochę z przekory, aby zaprzeczyć błędnemu i moim zdaniem szkodliwemu hasłu, że ruch jest przywilejem i domeną młodości. Pamiętam z jaką przykrością odebrałem stwierdzenie jednego z wybitnych skądinąd trenerów, który powiedział że "ćwiczenia fizyczne osób starszych powinny być wykonywane w ukryciu jak zabiegi higieniczne". Miałem już ponad 40 lat więc wg powszechnie wtedy obowiązującego kanonu nie miałem prawa do tego całego obrządku - ceremoniału : treningi, sprawdziany, budowanie formy i wreszcie zawody : numer startowy, start - meta. Ważną zachętą dla nas starszych było wprowadzenie idei rywalizacji w grupach wiekowych. Na trasach maratonów pojawili się zawodnicy w podeszłym wieku. Na trasach narciarskich biegał 80 letni Paweł Oprocha a w maratonach znacznie ode mnie starsi Jerzy Kuszakiewicz i Jan Niedźwiedzki. W końcu lat 70-tych zorganizowano pierwsze duże ogólnopolskie biegi Lechitów w Gnieźnie, Warszawski Maraton i Narciarski Bieg Piastów w Jakuszycach. Trochę wcześniej znane były biegi Ostrzeszowskie. Potem worek się rozwiązał. Spośród licznej plejady wielkich organizatorów tego biegania wymienić należy przede wszystkim Tomka Hopfera i Juljana Gozdowskiego. Trochę też przyczyniłem się do tej popularyzatorskiej pracy. Nade wszystko jednak byłem zawodnikiem. Mam za sobą kilkanaście maratonów, biegałem we wszystkich niemal biegach w całej Polsce. Znam więc dobrze trud treningu i radosne męki rywalizacji, kiedy przez kilka godzin, na granicy fizycznego samounicestwienia, jedynym co pomaga tę udrękę znieść jest coś, co towarzyszy przez cały czas : wyprzedzać i nie dać się wyprzedzić. Jak ja dobrze rozumiałem i fizycznie wręcz odczuwałem każdy krok Justyny Kowalczyk w biegu na 30 km, jak drżałem kiedy ostro wjeżdżała na ten zlodowaciały zjazd - skręt w prawo (w prawo zawsze mi się trudniej skręcało), jak z niepokojem zauważyłem kiedy na jednym z podbiegów jedna z nart trochę jej uciekła do tyłu, na szczęście nic takiego później się nie powtórzyło. Przypomniały mi się wtedy wszystkie moje nietrafne smarowania. I te ostatnie metry kiedy Polka i Norweżka biegły obok siebie. Justyna Kowalczyk wygrała z wielu powodów, przede wszystkim dlatego, że wytrzymała tę morderczą trasę i nie dała się zgubić, że w odpowiednich momentach nie dawała przeciwniczkom zwolnić i wychodziła na prowadzenie, ale decydujący był ten ostatni moment, kiedy do końca zawierzyła sile swych rąk i jechała bezkrokiem, a Bjergen, na chwilę przed metą spanikowała i usiłowała przyspieszyć zmieniając krok, i to ja zgubiło. Będąc pod wrażeniem 30 kilometrowego biegu Justyny Kowalczyk, nie bez satysfakcji pomyślałem, że sam kilka razy biegałem dystans 50 kilometrów ! Myślę jednak, porównując nasze sportowanie i rywalizację wieku dojrzałego i zawodowe uprawianie sportu, że my byliśmy wolni od tej niesłychanej zewnętrznej presji wyniku. Wyniki, sukcesy i zwycięstwa przeżywaliśmy i święciliśmy w naszym gronie, nikt nie żądał od nas patriotycznych zrywów, nikt nas nie finansował, nie przynosiliśmy zawodu kibicom, bo ich w zasadzie nie mieliśmy zbyt wielu. Byliśmy kolorowym nierozpoznawalnym tłumem "biegających dla zdrowia". Oczywiście skrzętnie wyłapywaliśmy nieliczne oklaski i dopingujące okrzyki wśród których, zdarzały się i takie jak : "łysy dajesz", albo "trzymaj się staruszku". Czy wielkie wyniki sportu wyczynowego przekładają się na masowe sportowanie ?. Wbrew temu co głoszą "znawcy sportu" tak nie jest. Sport na najwyższym poziomie wymaga rezygnacji z wielu innych dróg rozwoju. Odłożone ambicje edukacyjne i rodzinne. Blisko trzy czwarte czasu poza domem, codzienna konsumpcja ponad 4000-6000 kalorii dziennie, nadmierna eksploatacja organizmu i zagrożenie brakiem perspektyw po zakończeniu kariery. Kiedy ktoś jest na szczycie wybacza mu się wszystko, kiedy spada i przestaje dostarczać sukcesów, zauważa się jego liczne braki., potknięcia i niedostatki. Na szczęście coraz częściej pojawiają się racjonalne postawy : zarobić i odłożyć, aby po zakończeniu kariery jakoś żyć. Trzeba pamiętać o czasie kiedy inni zapomną. Zaś impuls do masowego uprawiania narciarstwa biegowego bierze się nie z chęci pójścia w ślady Justyny Kowalczyk, ale z całkiem innych i bardziej złożonych powodów.



Zbigniew Cendrowski
Redaktor Naczelny
Lider3000@poczta.onet.pl

Copyright 2000 - 2005 Miro International Pty Ltd. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Mambo jest wolnym programem dostępnym na warunkach licencji GNU/GPL.
Polska adaptacja: © APW ZWIASTUN - Mambo - Polska Grupa Robocza. Wszystkie prawa zastrzeżone.